Dobrej passy nie udało się podtrzymać AGH Kraków, która tym razem musiała uznać wyższość Lechii Tomaszów Mazowiecki. Kluczowy dla losów spotkania okazał się premierowy set, w którym walka toczyła się na przewagi. Lepsi w niej okazali się podopieczni Bartłomieja Rebzdy, którzy w kolejnych odsłonach poszli za ciosem, zaś przyjezdnym opadły w nich skrzydła. Nie potrafili już znaleźć skutecznej recepty, żeby wrócić do gry, przez co nie urwali rywalom żadnego seta, a do Krakowa wrócili bez punktów. Ich komplet zgarnął beniaminek, któremu w odniesieniu zwycięstwa nie przeszkodził nawet fakt, że mecz nie odbywał się w Tomaszowie Mazowieckim, a Rzeczycy. Po ostatniej wygranej tomaszowianie wraz z akademikami z Częstochowy uciekają pozostałym przeciwnikom, zwiększając przewagę nad czwartym Krispolem, z kolei AGH utrzymała piątą lokatę, choć po piętach depczą jej inne zespoły.

Na fali jest też AZS Częstochowa, który ostatnimi czasy kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. W miniony weekend udało mu się podtrzymać dobrą passę, chociaż meczu z TSV Sanok nie zaczął zbyt dobrze. Premierowa odsłona padła łupem podopiecznych Krzysztofa Frączka, ale w kolejnych setach nie poszli oni za ciosem. W nich do swojej dobrej gry wrócili gospodarze, którzy ostatecznie komplet punktów pozostawili pod Jasną Górą. – Wygraliśmy z drużyną, z którą ciężko nam się grało. Jesteśmy zadowoleni ze zdobycia trzech punktów, choć pod względem taktycznym mogło być lepiej. Nie mieliśmy do dyspozycji dwóch podstawowych zawodników, ale ci, którzy zagrali, spełnili swoje zadanie w stu procentach – podkreślił w Radiu Panorama szkoleniowiec częstochowian, Krzysztof Stelmach. Po ostatniej wygranej wciąż nie ustępują beniaminkowi z Tomaszowa Mazowieckiego, a oddalają się innym ekipom. Natomiast dla zespołu z Podkarpacia porażka była dość bolesna, bowiem znowu znalazł się na dziewiątej pozycji, czyli poza rywalizacją w play-off.

Trwa świetna passa Ślepska Suwałki we własnej hali, w której nie zaznał on jeszcze goryczy porażki w tym sezonie. W miniony weekend odprawił z kwitkiem Stal AZS PWSZ Nysa, nie pozwalając urwać jej żadnego punktu. W drugim secie odrobił sześciopunktową stratę, co dodało mu wiatru w żagle, natomiast gościom skrzydła podcięła kontuzja Dawida Bułkowskiego, po której już się nie podnieśli, przez co do Nysy wrócili bez punktów. – W drugim secie kontrolowaliśmy boiskowe wydarzenia. Niestety, po kontuzji Dawida Bułkowskiego nasza gra się posypała. Ślepsk odrobił straty, a my zagraliśmy słaby mecz. Ogólnie nie stał on na najwyższym poziomie, a obie drużyny popełniały sporo błędów – podsumował Konrad Woroniecki, kapitan ekipy z Opolszczyzny, dla której była to już czwarta porażka z rzędu. Zepchnęła ona ją na siódme miejsce w tabeli, a do dyspozycji zarządu oddał się trener Piotr Łuka.

Rywalizacja w Pucharze Polski odbiła się czkawką nie tylko na Stali, ale też na APP Krispolu Września, który w miniony weekend o ligowe punkty walczył w Częstochowie z miejscowym Norwidem. Wprawdzie premierowa odsłona nie zwiastowała niespodzianki, bowiem zakończyła się sukcesem podopiecznych Mariana Kardasa, a w drugiej partii mieli możliwość objęcia prowadzenia 2:0, ale nie potrafili postawić kropki nad i. gospodarze odwrócili losy tej części spotkania, wygrywając ją po walce na przewagi, a w kolejnych setach przejęli kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. W efekcie czego podnieśli z parkietu trzy bezcenne oczka, które pozwoliły im awansować na szóste miejsce. Z kolei ekipa z Wielkopolski spadła na czwartą pozycję w stawce, choć nad piątą AGH wciąż ma aż cztery punkty przewagi.

Własna hala po raz drugi okazała się szczęśliwa dla Olimpii Sulęcin. Podopieczni Łukasza Chajca pokonali w niej MKS Aqua Zdrój Wałbrzych. Przyjezdni tylko w premierowej odsłonie próbowali dotrzymać kroku gospodarzom, zaś w dwóch następnych byli dla nich tylko tłem. W efekcie czego do Wałbrzycha wrócili z pustymi rękami. – Przyjechaliśmy do Sulęcina po punkty, ale na boisku trzeba o nie powalczyć, a nie udawać, że się o nie walczy. Na pewno po meczu będę musiał powiedzieć kilka słów zawodnikom, bo tak grać nie można. W sporcie można przegrać każdy mecz, ale po walce, a nie przestać cały pojedynek – nie ukrywał irytacji na antenie Radia Zachód szkoleniowiec dolnośląskiej ekipy, Janusz Bułkowski. Wprawdzie utrzymała ona dziesiąte miejsce w tabeli, ale beniaminek z województwa lubuskiego zmniejszył do niej stratę do zaledwie trzech oczek i przeskoczył uczniów SMS-u PZPS Spała.

Po niezwykle ważne punkty sięgnęli siatkarze KPS-u Siedlce, którzy borykają się z kłopotami kadrowymi. W weekend pokonali na wyjeździe uczniów Szkoły Mistrzostwa Sportowego ze Spały. Mimo że podopieczni Witolda Chwastyniaka byli faworytami, to gospodarze tanio skóry nie sprzedali. Wystarczy wspomnieć, że po dwóch setach na świetlnej tablicy widniał remis, a od tego momentu przyjezdni grali pod presją, bowiem jakakolwiek strata punktów w tym meczu mogłaby odbić im się czkawką w walce o czołową ósemkę. Do podziału łupów jednak nie doszło. Wprawdzie podopieczni Macieja Zendeła do walki zerwali się jeszcze w czwartej odsłonie, ale zabrakło im w końcówce siatkarskich argumentów, by doprowadzić do tie-breaka. wciąż więc muszą czekać na pierwsze zdobyte punkty w 2018 roku, a na razie spadli na ostatnie miejsce w stawce. Natomiast siedlecki zespół w dalszym ciągu balansuje na pograniczu awansu do play-off, choć po szesnastej kolejce wyprzedził TSV i wskoczył na ósmą lokatę.


Autor artykułu: Radosław Nowicki - siatka org

Główni Partnerzy